Menu

Psychologia Sprzedaży

Marek Wojciechowski bloguje o kreowaniu dobrych relacji (nie tylko) w biznesie

Niekompetencja to cecha polskich absolwentów

marekwojciechowski

Absolwenci polskich uczelni są niekompetentni. Takie są wyniki badania zrealizowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości w ramach projektu „Bilans kapitału ludzkiego”. 

Agencja przepytała blisko 16 tys. firm, spośród których co piąta prowadziła w drugiej połowie 2010 roku rekrutację nowych pracowników. I załamywała podczas niej ręce. Okazuje się, że kierunki studiów, takie jak marketing, zarządzanie, informatyka, pedagogika i ekonomia, zalewają rynek niekompetentnymi absolwentami.

Zdaniem specjalistów wszystkiemu winien jest skostniały i bardzo często anachroniczny model edukacji, który stawia na stare, czysto teoretyczne rozwiązania, nie dostrzega nowych trendów, metod, technik, idei, któremu obce są praktyczne kompetencje i kwalifikacje.

Nie bez winy pozostają też sami studenci, którzy jak najmniejszym wysiłkiem chcą zdobyć przysłowiowy papier. Nie wiedzę i umiejętniości ale jedynie skrót "mgr" przed nazwiskiem. Efekt jest taki, że na blisko 400 firm, które w badanym okresie poszukiwały specjalistów z zakresu ekonomii i zarządzania, jedna trzecia w ogóle ich nie znalazła. Aż 99 proc. wszystkich kandydatów na te stanowiska nie spełniło oczekiwań przedsiębiorców. Nie potrafili ocenić kondycji finansowej przedsiębiorstwa i nie mieli elementarnej wiedzy z zakresu procesu rozliczania. Pozostawię to bez komentarza.

Komentarze (42)

Dodaj komentarz
  • Gość: [informatyk] 62.253.160.*

    Jak mogli umiescic informatyke obok tych innych pseudodziedzin....

  • Gość: [Tobo] *.echostar.pl

    Przyczyn jest co najmniej dwie - pierwsza została wspomniana w tekście, czyli anachroniczny sposób nauczania. Drugim jest fakt, iż wielokrotnie się słyszy od absolwentów, kolegów którzy skończyli już studia, że to czego się uczyli ma się nijak do praktyki, że muszą na nowo się douczać prawie wszystkiego. To bardzo zniechęca.

  • wiesenblum

    @informatyk
    informatykę obok innych dziedzin umieścili, gdyż jej liczni absolwenci, co roku spływający na rynek, bywają w równym stopniu niekompetentni, co absolwenci innych kierunków.
    W czym dokładnie wyraża się niekompetencja absolwentów informatyki nie wiem, ale przypuszczam, ze może chociażby w braku umiejętności zrozumienia najprostszego tekstu pisanego (ostatecznie pracodawce może bardzo interesować czy pracownik rozumie co się do niego mówi lub pisze, czy tez nie)
    Przykład? Pierwszy z brzegu: tekst traktuje o kompetencjach polskich absolwentów najpopularniejszych kierunków, w tym informatyki, a komentarz brzmi tak jak gdyby tekst dotyczył wyższości jednych kierunków nad innymi ;-)

  • ratyzbona

    Myślę że informatyka znalazła się na tej liście nie bez przyczyny. Wielu absolwentów tego kierunku spodziewa się że sam papier wystarczy i nie inwestują w siebie zdobywając dodatkowe umiejętności. Jestem pewna że polscy absolwenci są niekompetentni pytanie jednak czy to ich wina czy ogólnie wszyscy absolwenci są niekompetentni z natury a to Polskie firmy szukając kandydata idealnego niechętnie podejmują się szkoleń. Jestem nieco zaniepokojona wizją kształcenia któremu kształt nadają wyłącznie pracodawcy bo ich zapotrzebowania szybko się zmieniają a studia to ( o czym wielu zapomina) nie jest szkoła zawodowa

  • Gość: [Gocha] *.smrw.lodz.pl

    System edukacji to jedno, ale to, że studenci nie potrafią myśleć, wyszukać potrzebnej informacji i przede wszystkim kojarzyć faktów jest przerażające. Co rok mam pytania typu: kiedy są konsultacje (jestem na każdych), kiedy jest zaliczenie, czy w czasie zaliczenia można pisać egzamin, czy można pisać egzamin bez zaliczenia... Wszystkie te informacje są podawane kilkukrotnie w czasie zajęć i są na mojej stronie, o czym studenci wiedzą, ale łatwiej im napisać maila niż sprawdzić samodzielnie. Lubię uczyć i lubię studentów, ale chwilami mam dosyć.

  • mniklasp

    finanse i ksiegowosc zarzadzania sa podstawowa wiedza dla firm w zarzadzaniu biznesem. Marketing i sprzedaz dla firm handlowych i produkcji artykulow konsumpcyjnych.
    Nalezy miec wiedze oraz umiejetnosci. Wiedza jest potrzebna aby nabyc i rozwijac umiejetnosci.Jezeli ktos studiujac np finanse nie wie co to jest Present value lub Future value, nie zna wskaznikow rentownosci firm , nie potrafi stworzyc finansowych dokumentow jak zestawienie dochodow, zestawienie bilansowe aktywow i pasywow, nie wie jak stworzyc probny bilans i ostateczny i nie mocny w statysteyce oraz matematyce to moze byc dobrym fachowcem. na studiach biznesu na zachodzie zdaje sie ztego praktyczne egzaminy.Np analiza jednostkowych kosztow zakupu do kosztow planowanych (budzetowych) , jako podstwowa analiza wplywajaca na dochod firmy.

  • Gość: [koles] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Jeśli chodzi o informatyków to po jakiej szkole? Tej co uczy pisania stron czy po informatyce z większości politechnik i uniwersytetów? No i kto i jak zdefiniował kompetencje? Dotyczyły pisania programów, projektowania algorytmów czy też robienia łatek w jakimś egzotycznym programie czy systemie. A ogólnie to jestem w stanie uwalić Einsteina na rozmowie kwalifikacyjnej i to z teorii względności. Dowcip polega na tym by właśnie takiego Einsteina wyłowić mimo kiepskiego wyniku rozmowy.

  • Gość: [xyz] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Niekompetencja to niepozostawianie komentarza do bzdur wygadywanych przez agencję badania. Proste fakty przyrodnicze: ludzie nie mogący znaleźć pracy pozostaja na rynku pracy i odkładają się. Kompetentni natomiast znajdują pracę, często nawet bez szukania, tzn. bez wchodzenia na rynek, ponieważ kompetencja nie pojawia sie z dnia nadzień i widac jej zarodki w aktywności. Dlatego prosta statystyka pokazuje, że w KAŻDEJ sytuacji selekcji, nie tylko przy szukaniu pracy, ta mniejszośc niekompetentnych pozostających do wzięcia będzie stanowić większość kadnydatów w kazdym danym momencie. To o niczym nie świadczy. I każdy po jednym semestrze statystyki powinien to rozumieć.

  • Gość: [GwiazdaAnn] *.rzeszow.vectranet.pl

    "Niekompetencja to cecha polskich nauczycieli" takie stwierdzenie mogłabym wysnuć po rozmowie z moją koleżanką. Owa Pani jest bardzo wykształconą kobietą i zajmuje
    wysokie stanowisko w pewnej międzynarodowej firmie.
    Pani od j.angielskiego stwierdziła, że dzieci mojej koleżanki mówią płynnie po angielku i składają poprawnie zdania. Co według niej było kłastwem :) dlaczego ? Według mnie obie Panie miały rację i mówiły prawdę , dlaczego ? bo punkt widzenia zalezy od punktu patrzenia.

    Koleżanka oceniała ich wiedzę w stosunku do całości, a Nauczycieka oceniała ich wiedzę w stosunku do zakresu nateriału który obowiązywał w danym roku szkolnym.

    Tym którzy jeszcze wierzą w wyniki badań naukowych proponuję zagłębić się w prace badawcze, prace badawcze od przysłowiowej kuchni ... może to pozwoli co niektórym poznać nie tylko metodyki ale wyrobią sobie odpowiednie zadanie w zakresie ich wiarygodność.

    Moja prawda jest taka, że żaden szanujący się nauczyciel czy uczeń nie pozwoli sobie na przysłowowy odpoczynek na laurach.

    Anna Wcisło

  • Gość: [chf] 153.108.64.*

    niestety, sporo z nich nie potrafi nawet cv napisac, nie mowiac juz o dogadaniu sie po angielsku. Jak mozna skonczyc studia nie znajac zadnego obcego jezyka? Ale narzekac, ze "pracy nie ma" to kazdy potrafi.

  • Gość: [a_sio] *.torun.mm.pl

    Nie ma takiego kierunku studiów jak marketing.

  • Gość: [wolanka] *.internetia.net.pl

    A jaka była metodologia tego badania, jakie kryteria, narzędzia itp.? Takie bzdury wciska się ludziom, oni w to wierzą, bo nie mają kontekstu, którego niestety uczyły uniwersytety jeszcze 20 lat temu. Zmierzamy ku technokracji.... .

  • Gość: [geronimo] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    odkryliscie ameryke, badania które zadziwily swiat ....phi !

  • quebec4

    Hmm. 99 procent kandydatów nie spełniało oczekiwań? To o czym to może świadczyć?
    a) kandydaci są do d**y
    b) szkoły sa do d**y
    c) oczekiwania są od czapy
    e) dział HR jest do d**y gdyż nie przygotował rekrutacji w taki sposób by nie musiał przebijać się przez 99 aplikacji by trafić na jedna wartościową.

    Lepiej nie plujcie na swoją 'matkę' - wszyscy jesteście produktem tego systemu edukacji - włączając "specjalistów" w firmach, którzy przeprowadzają rekrutację, a bardzo często leczą przy tym swój własny poziom niskiej samooceny poprzez udowadnianie, że 'dzisiejsza młodzież to przecież jest taka zidiociała...'

    Pozostawmy to bez komentarza...

  • sselrats

    W Polsce jest za malo ludzi z wyzszym wyksztalceniem. W Europie w liczbie ludzi po studiach na 1000 mieszkancow jestesmy w dolnej polowce.

  • lmpk

    Informatyka znalazła się tam zapewne dlatego, że w Polsce materiał nauczany na tym kierunku odbiega znacząco od wymagań pracodawców. Na kierunku tym uczy się przede wszystkim czystej teorii, podstaw działania komputera i elektroniki w ogóle, marnuje się czas na przedmioty ogólne, a zapomina się o najważniejszym, czyli o KODZENIU i poznawaniu wykorzystywanych komercyjnie technologii.

    Co z tego, że absolwent informatyki zna charakterystykę prądowo-napięciową tranzystora, potrafi obliczyć prąd płynący przez dowolną gałąź obwodu RLC, jeżeli nie tego się od niego wymaga, bo od tego są elektronicy, za to nie potrafi napisać czytelnego i dobrze zaplanowanego kodu, nie zna Javy ani .NET-a ani żadnego innego środowiska, w życiu na oczy nie widział żadnego systemu kontroli wersji...

  • Gość: [msz] *.completel.net

    System moze nie jest doskonaly, ale wiedza ogolna polskich studentow jest zwykle duzo szersza niz ich kolegow z innych krajow. moim zdaniem problemem sa HR, ktore maja skostnialy system rekrutacji

  • asprocolia

    Stanę w obronie tych młodych i niekompetentnych,
    sądzę, że nie daje się im szansy i oczekuje
    natychmiast kompetentnego i samodzielnego pracownika,
    znam historie typu: nie chcą przyjąć, bo nie mam stażu,
    a kiedy ktoś się na staż załapie to najczęściej występuje w roli
    uśmiechniętego ekspresu do kawy.

  • Gość: [jirinek] *.lublin.mm.pl

    Od uczenia strony praktycznej sa szkoly zawodowe (dawniej zwane zasadniczymi). Nie chce zeby informatyk, fizyk teoretyk, matematyk
    lub astronom zajmowal sie praktycznymi glupotami. A szefowie w kraju ...
    na tak sami po MIT i CalTech i dowodza (w najgorszym przypadku Bell Labs
    lub Watson Research Center). Durnowatych wymagan absolwent Uniwersytetu/Politechniki nauczy sie w 15 minut.

  • brown_aurelia

    powodem jest to, że na uczelniach wykładają teoretycy, osoby, które nigdy nie pracowały np. w finansach, bankowości czy dziale marketingu - uczą tego, co wyczytali z książek.

    ja też obecnie szukam pracy, ale na rozmowach odpadam, mimo że zawsze słyszę "świetnie Pani wypadała na rozmowie, szef/szefowa byli zadowoleni bardzo, ale nie dostanie Pani tej pracy" :/ nigdy nie dostałam odpowiedzi dlaczego nie i do dziś nie wiem, jakie są "kryteria" dostania się do pracy...

  • Gość: [Practicus] *.adsl.inetia.pl

    Powodów stwierdzonego stanu rzeczy jest co najmniej kilka. Rację mają zarówno krytycy systemu edukacji, gdzie zapomniano o jednej z fundamentalnych zasad nauczania: łączenia teorii z praktyką (tej ostatniej nie ma prawie wcale!). Uczą ich zresztą w 95% teoretycy, a więc skąd mają wiedzieć, co jak działa? I to bez względu na kierunek studiów. "Produkuje" się kiepskich nauczycieli, marketingowców, finansistów i księgowych czy informatyków.
    Studia nie inspirują do samodzielnych poszukiwań (dają przysłowiową "rybę", najczęściej "zdechłą" zamiast "wędki" i wskazywania "akwenu"). Brakuje zajęć pobudzających do kreatywnego myślenia, uczących pracy zespołowej, zarządzania sobą i innymi w grupie.
    Winne są firmy-pracodawcy, które najczęściej nie mają jasnej i długofalowej strategii rozwoju zawodowego pracowników. Rekrutacje przypominają "łapanki", w których zawsze chodzi o to samo: "kupić" jak najtaniej "gotowego" pracownika. Z drugiej strony, brak strategii powoduje niechęć do inwestowania w zasoby ludzkie, gdyż "my ich nauczymy, a oni sobie pójdą do konkurencji". W innym przypadku, inwestycja w ludzi jest efektem przypadku (w stylu "jest kasa z UE"), a wynikiem świadomych i przemyślanych działań.
    Brakuje autorytetów, tak w firmach, jak i na uczelniach. Kiepscy wykładowcy uczą kandydatów na kiepskich menedżerów, jak przy pomocy "kija i marchewki" zarządzać przedsiębiorstwem. W firmach królują patologie (na uczelniach zresztą też) w rodzaju układów, nepotyzmu i włazidupstwa. Młody człowiek, nawet rozsądny i pełen pomysłów, szybko zostaje sprowadzony "do parteru". Albo się przystosowuje, albo wiecznie "ucieka".
    I tak "kółko" się zamyka. Przychodzą nowe roczniki, zmieniają się grupy pokoleniowe, a jest dużo gorzej niż było jeszcze kilkanaście lat temu.

  • Gość: [Guico] *.adsl.inetia.pl

    Niekompetencja absolwentów jest faktem, ale czy to kogoś dziwi?. Artykuł (i badania na które się powołuje) jednak niczego nie wnosi i nie wyjaśnia.
    Jakich kompetencji mozna wymagać od absolwenta? Co to w ogóle znaczy "kompetencje" w tym kontekście?
    Uczelnia może i powinna dać podstawy wiedzy, które starczą na wiele lat - ale tylko podstwy!!! Nie można przewidzieć czym konkretnie będzie się zajmował obecny student za dwa, pięć albo piętnaście lat. Jakimi "kompetencjami" będzie się wówczas musiał wykazać.
    Najważniejsze, żeby w toku kształcenia wyrobić umiejętność uzupełniania wiedzy i (co może ważniejsze) jej rozszerzania. Dobre podstawy powinny tu pomóc. Pracodawca, który oczekuje od absolwenta "kompetencji" podobnych jak u swoich doświadczonych pracowników też jest niekompetentny jeżeli chodzi o rozwój swojej kadry. Powinien umieć wyłowić nie tych, którzy już wszystko umieją (są "kompetentni"), ale tych, którzy mają dobre podstawy i mają chęci i zdolniości do dalszego rozwoju. Tylko z takich będzie miał pożytek na dłuższą metę.

  • Gość: [ob] *.acn.waw.pl

    Badania te to żadne odkrycie, wciąż mamy w PL kult "mgr", wmawia się młodym ludziom, że ukończą studia i już właściwie nic nie muszą w życiu robić. A studia to nie wszystko, niepoparte odpowiednim doświadczeniem niewiele dają. Są ważne, rozwijają horyzonty, kształtują światopogląd, jednak studentom często wydaje się że zakucie do egzaminu wystarczy, w ogóle zapominają o jakimkolwiek samorozwoju. To w dużej części wina też naszego systemu edukacji. Na studiach często do zaliczenia egzaminu wystarczy "wykucie slajdów" na pamięć, bez żadnej literatury czy czegokolwiek. Wymagany jest miesiąc praktyk, a no wybaczcie, ale kto rozsądny pozwoli niedoświadczonej osobie zrobić w firmie cokolwiek innego niż parzenie kawy z myślą że za miesiąc i tak odejdzie? To za krótko żeby kogoś nauczyć, a potem móc mieć jeszcze z tego jakąkolwiek korzyść, większość pracodawców pozwala na "odbębnienie" tych arcydługich miesięcznych praktyk. Niestety, nie jest to do końca wina studentów, ale oni często bywają ofiarami systemu. A w Polsce się nie studiuje, bo studia to samodzielna nauka z pomocą wykładowców, którzy mają naprowadzać, a nie dawać gotowy materiał pod nos, który bezmyślnie należy zakuć, często składający się z archaicznej teorii kompletnie niepopartej praktyką.

  • Gość: [Blob] *.internetdsl.tpnet.pl

    Ten tekst możnaby rozszerzyć o niemal całe społeczeństwo - mamy mnóstwo niekompetentnych polityków, urzędników, lekarzy, nauczycieli i mógłbym tak wymieniać w nieskończoność. Nie jestem do końca pewien czy jest to tylko nasza narodowa przypadłość, czy może ogólnoludzka.

  • posraldescu

    Cóż to za firma skoro ktoś z ulicy wyznaczy jej kondycję finansową i ją rozliczy.
    Któż potrzebuje w firmie szpiega który takie informacje natychmiast wyniesie do konkurencji.

  • Gość: [tarnik] 178.73.24.*

    Oczywiście, że duża część absolwentów informatyki jest absolutnie niekompetentnych. Jest to głównie problem różnego rodzaju wyższych szkół "reklamy i informatyki", "zarządzania, mody i informatyki", "turystyki i informatyki" etc., te lepsze uczelnie techniczne przygotowują studentów do zawodu porządnie.

    Z mojego doświadczenia wynika, że większość "inżynierów informatyków" prosto po studiach zapytana o propozycję algorytmu wyszukiwania w posortowanym zbiorze w ogóle nie wie jak się za to zabrać, albo implementuje (zwykle nieudolnie) przeszukiwanie liniowe. Mniej niż jedna czwarta proponuje wykorzystanie w ogóle założonej właściwości zbioru (relacja porządku) do usprawnienia tego procesu. A to przecież zupełnie podstawowe algorytmy... Nie mówiąc o tym, że pojęcie zarządzania konfiguracją (wersją) zupełnie nic im nie mówi, a między wymaganiami funkcjonalnymi i niefunkcjonalnymi nie widzą żadnej różnicy. To wszystko wynika z tego, że studia najczęściej mają charakter czysto teoretyczny - studenci wykuwają się wiadomości z podręcznika, na egzaminie mają test i huzia! Tydzień później nic się nie pamięta, bo wiedza nie jest utrwalana praktyką. Dużym problemem jest też nieumiejętność pracy grupowej, problemy z komunikacją, a informatyk praktycznie nigdy nie pracuje w izolacji od innych pracowników...

  • Gość: [coelka] *.ssp.dialog.net.pl

    W sumie to moze byc roznie ,mma kolezanke, która skonczyła germanistyke , w tym jeden rok spedziła w niemczech, w polsce nie mogła dostac pracy albo znal za mało angielski albo np. w zbyt małym stopniu obsługiwał komputer i jeszcze inne pierdoły nie pasowaly polsskim pracodawcom. Wyjechała do Anglii, nie do Niemiec, nie znajać prawie angielskego dostał prace w biurze. Była przerazona jako tłumacz z angielskiego na niemiecki bądź odwrotnie.Pierwsze co tam usłyszała to nie stresuj sie na razie masz pól roku na przystosowanie się, bedziesz dostawac łatwiejsze teksty,nauczysz sie angielskiego lepiej, na pewno zalapiesz przez te pól roku wszystko co trzeba, poznasz programy komputero+we. W Polsce od razu chcieli zeby nie wiadomo co robiła i miała nie wiadomo jakie umiejetności, tam zainwestowali w pracownika i teraz jest kompetentnym dobrym pracownikiem, którego zyskali w polsce była za słaba no cóz. zarauaał troche mniej niz póxniej , ale i tak starczalo na zycie i opolacenie mieszkania, w Polsce to proponuja darmowe staze , zeby robic a płacicić to już nie a ludzie i tak sie zgłaszaja na te staze za free, także róznica pomiedzy kulturą rynku pracy w polandzie i tam jest tez duza i z tymi badaniami to moze byc róznie.

  • management4u

    Niekompetencja wynika również z lenistwa studentów, braku pomysłu na siebie, studiowania dla zabicia czasu, bez koncepcji, planu, zaangażowania.

    Nie tylko system edukacji jest winien - bardzo mocno zdewaluowało się wykształcenie - dziś każdy jest magistrem, a w wielu przypadkach ten tytuł, (z przykrością to stwierdzam), nic nie znaczy, o niczym nie świadczy. To mniej niż kiedyś matura.

  • Gość: [Pan Bóbr] *.dynamic.chello.pl

    Z tym wkuwaniem podręczników to też przesada - może na studiach humanistycznych owszem, ale na technicznych jest i wiedza praktyczna i laboratoria (zależy od kierunku i uczelni, jak o to zadba). Tylko że, jak napisano wyżej, żeby z tej praktyki skorzystać, trzeba mieć podstawy jakiejś wiedzy, a czasem to trudno wyegzekwować. Spróbowałem zadać praktyczne zadania na kolokwium, wykorzystujące wiedzę w praktyce. Niestety, wymagało to posiadania wiedzy tajemnej - umiejętności mnożenia i dodawania oraz zrozumienia tego, co się robiło w trakcie zajęć praktycznych. Zdawalność: max 30%. Zdawalność "klep paciorek" 2x większa. Ludzie są niedouczeni i nie chcą się nauczyć. Jak próbować coś robić praktycznie, jeśli osoby studiujące powinny raczej wrócić zdawać maturę? To wszyscy udają że uczą/uczą się - studenci i wykładowcy. Osoby, których poziom intelektualny na to nie pozwala, normalnie kończą studia. Ileż można walczyć z oporem materii? A wywalić nie wolno, bo dziekan się zmartwi, że pieniążków będzie za mało. :-/

    A co do praktyki - to czy to na studiach trzeba nauczyć np. 50 różnych programów do księgowania? Przecież na to jest miejsce w konkretnej pracy, w której pracuje się na konkretnym programie. Studia mają przygotować osobę, by wiedziała co znaczą dane terminy w programie i by umiała się zorientować jakie procedury się wykonuje. Co do Informatyki - szkoły są różne. Na niektórych programowanie jest b. ważne, a inne często skończą osoby ("domorośli informatycy"), które przemkną programowanie bez zaangażowania, więc nie dziwota, że nic nie umieją. Studenci często wolą sami "wyklepać na pamięć" bo myślenie i zrozumienie zabiera za dużo czasu i wysiłku...

    Co do działu HR, to słyszałem że HRowcy do HR nie rekrutują zbyt dobrych - po co sobie konkurencję robić. Chyba jest w tym trochę prawdy, bo ze znajomych w HR dostały pracę dwie największe kretynki ze znajomych (i są podobno jeszcze wychwalane).

  • arme

    Nie wiem jak w dziedzinach "ekonomicznych" ale wiem, że w przypadku innych kierunków technicznych pracodawcy często narzekają, że szkoły nie uczą zawodów, które tak naprawdę powinni poszukiwać wśród absolwentów techników i szkół zasadniczych zawodowych. W porównaniu do zachodu rzuca się w oczy, że polscy pracodawcy w całym swoim utyskiwaniu nie potrafią tak naprawdę wykorzystać potencjału często świetnych fachowców w swoich dziedzinach tracąc przez to bardzo na konkurencyjności.
    Jak inaczej wyjaśnić, że człowiek który w Polsce trafia na marne oferty i spotyka się nieustannie z utyskiwaniem na sposób jego kształcenia wkurzony, że tak na prawdę nie daje się mu szansy ląduje w Europie i w ciągu dwóch lat staje się szanowanym specjalistą kierującym sporymi projektami...
    W Polsce tak na prawdę przedsiębiorcy wymagają gruntownej ponownej edukacji aby się nauczyć zarządzania kadrami.

  • Gość: [darmor] *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl

    Z racji zawodowych problematyka "wyższych uczelni" w Polsce nie jest mi obca. Podobnie jak autor wpisu mam niskie poczucie wartości rodzimych uczelni. Skostniały system jest określeniem grzecznościowym. Począwszy od szkoły podstawowej, poprzez gimnazjum po coś co się określa mianem szkół średnich mamy do czynienia nie z systemem ale tworem niezdolnym (nie winię tu bynajmniej nauczycieli) do wytworzenia materiału mogącego samodzielnie żyć na świecie. Pomijając pewne badania, z których wynika, że maksimum od 6 do 8% każdego rocznika ma predyspozycje do studiowania, trzeba napomknąć, że młodym ludziom nie pomaga się w wyborze ścieżki zawodowej, nie koniecznie studiów. Zatem Ci, którzy już idą na studia, nawet zostali przyjęci, w wielu przypadkach nie nadają się do studiowania. Nie chodzi tylko zdolności przyswajania wiedzy i umiejętności, ale także o poziom obycia kulturalnego. Samu studia wyższe to przede wszystkim programy nauczania z minimalną liczbą godzin (czyli taką jaką zinterpretowano na podstawie standardów nauczania), kadrą, która ma problemy nie tyle co z wiedzą co z umiejętnościami. uczenie o technologii wymaga doświadczenia w tej dziedzinie (minimum 3-5 lat pracy w przemyśle), żeby uczyć o zarządzaniu warto by "chyba" czymś z sukcesem zarządzać itd. ... opowiadać można długo ...

  • Gość: [Magdalena877] *.rev.vodafone.pt

    Będziemy mieć coraz bardziej niekompetentych absolwentów... a dzieje się tak dlatego, że niekompetencja to zjawisko powszechniejsze niż wam się wydaje. To prawda, czasem winni są sami studenci, którzy niejednokrotnie też nie mają już siły walić głową w mur. a po drugie historia każdego z nich zaczyna się dużo wcześniej. Skostniały jest nie tylko system nauczania w szkolnictwie wyższym ale po drugie to jakich mamy studentów, jest efektem wcześniejszych etapów kształcenia (!). Efekt wcześniejszych etapów kształcenia, w dużej mierze zawdzięczamy reformom (jakże wspaniałych w ostatnich latach), przeprowadzanych przez osoby jakże kompetentne w dziedzinie pedagogiki i psychologii rozwojowej dzieci i młodzieży (!). Historia ta toczy się jak kula śniegowa. Niech pomyśli wpierw ten, kto zasiada na stołek, czy jest gotów przyjąć ciężar odpowiedzialności swoich decyzji i czy posiada kompetencje do wprowadzania zmian, które wpływ mają na miliony (!). Miliony !!

  • Gość *.threembb.co.uk

    Niekompetencja? Raczej paniczny lek przed wlasnym mysleniem, bagaz zlego nauczania od wieku przedszkolnego (i potem mamy w necie 'cholota', czy 'morze umnial'), calkowita 'zewnatrzsterownosc' (orientacja na to jak sie zostanie odebranym i proby odpowiedzi 'pod' oceniajacego), wygorowane mniemanie o sobie przy zadnej odpornosci psychicznej, brak poczucia odpowiedzielnosci i wieczne ogladanie sie, ze ktos wesprze, pomoze, wykonana za delikwenta etc - w efekcie: pracownik bez osobowosci, stajacy z placzem przed jakimkolwiek problemem.
    Nie pojmuje zlosliwego naskakiwania na oceniajacych absolwenta pracodawcow: pytanie o ocene kondycji firmy to nie polecenie jej analizy, to pytanie by sprawdzic, JAK kandydat sie zabiera do jej oceniania, od wlasciwej czy d**y strony. I, niestety, w 99 przypadkach na 100 mamy to ostatnie.
    Sama studiowalam w Polsce wiele lat temu, przez kilka lat uczylam w dobrym, starym polskim uniwersytecie (doktorat robilam w MIT), od jakis 20 lat wykladam w dobrym i starym brytyjskim i jedno dodam na pocieszenie: w UK jest podobnie, jedynie absolwenci kilku starych uczelni lub paru znanych kierunkow z innych osrodkow sa na rynku poszukiwani. Reszta, z roznych Akademii Pcimskich, dostaje prace we wlasnej gminie i to po znajomosci - czyli tak, jak i w Polsce.;) Jedynym plusem mlodych Brytyjczykow wydaje sie wieksza zdolnosc do pracy zespolowej, niemniej moze to byc zjawiskiem ogolnokulturowym. Umiejetnosc poprawnego pisania - jeszcze gorsza, nizli Polakow, choc tzw. analfabetyzm funkcjonalny (czytanie ze zrozumieniem) znacznie mniejszy. Reasumujac: na studia postgrad (tytul magistra lub doktora) nie ma kogo rekrutowac, sposrod cudzoziemcow takoz (poza Chinczykami, ale to osobna historia). I dlatego polski absolwent w UK 'stoi na zmywaku', zamiast przygotowywac brytyjski doktorat za czesto wyzsze od jego placy stypendium uczelniane (11-14 tys. funtow + pokrycie czesnego + dodatkowy 1000 rocznie 'na ksiazki').
    Nie chce byc zlosliwa, ale z perspektywy dobrego tysiaca mil odnosze wrazenie, ze wszelkie nowe polskie uczelnie to nieporozumienie, stworzone wylacznie dla 'papierka' i krajowej statystyki, a wiec co sie dziwic, ze i absolwenci takze 'papierowi' i przydatni jedynie do zawieszenia na kolku w klozecie.
    Wszelkie sztuczne, administracyjne podwyzszanie poziomu wyksztalcenia msci sie wszedzie w Europie - w Wlk.Brytanii tez gros absolwentow comprehensive (gminna 10-latka) na zadne studia sie nie nadaje (poza tymi w powiatowych 'akademiach' od tasmowej produkcji licencjatow), a po ich formalnym ukonczeniu nie nadaje sie do zadnej pracy.
    A nie lepiej to wyslac bierne i srednio zdolne dziecko na nauke do dobrego szewca, fryzjera czy kucharza?

  • mniklasp

    sadze ze absolwenci polscy nie umieja logicznie myslec i analizowac oraz wolno sie ucza i nie maja entuzjazmu do nauki stalej i poglebiania wiedzy po pracy z wlasnej inicjatywy. Brak logicznego myslenia , dedukowanai to czego nie ucza w polskich szkolach

  • Gość: [MiniMe] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Polska krajem głupoli.

  • Gość: [Misza] *.hbi.pl

    @Gość: xyz, bmi181.neoplus.adsl.tpnet.pl
    Jak to mawiał pewien wykładowca od statystyki właśnie, statystyka to taka pseudonauka, za pomoca której możesz udowodnić w zasadzie wszystko. Było to podane nieco bardziej obcesowo, ale sens był ten sam. Tak więc Twoje teksty o statystyce sa tyle samo warte co nasi obecni absolwenci. Brzmi dumnie, lecz pusto.
    A prawda jest taka, że już od jakiegoś czasu coraz mniej naprawde zdolnych studentów zostaje na doktoratach, które w obecnych czasach zaczynają pełnić rolę dawnych dyplomów magisterskich. Obecny inżynier wie mniej niż technik wykształcony kilkanaście lat temu. Dlaczego? Miernoty na uczelniach (mowa o wykładowcach) dla których język polski jest niejednokrotnie językiem obcym, zajęcia na których wymaga się zakuwania na pamięć danych statystycznych itp. Tak się głupio składa, że widzę co się dzieje na jednej z dużych politechnik. Niezaleznie od kierunku - studia są po to, żeby balować, a nie zdobywać wiedzę. Zresztą - co biedny studencina bez znajomości (dobrej znajomości) angielskiego może się nowego dowiedzieć, skoro nasi "naókofcy" nie publikują w zdecydowanej większości niczego wartościowego? Ilu z nich jest w stanie przygotować materiał, który znajdzie uznanie na Zachodzie?
    Szukanie podręczników, zwłaszcza z zakresu nauk technicznych, to przegląd nazwisk anglosaskich. Wiele razy słyszałem opinie wykładowców, że nie opłaca im się pisać skryptu czy podręcznika, bo wolą zrobić jakąś lepiej płatną fuchę... Efekt jest taki, ze się szuka opracowań na Zachodzie bo w Polsce podręczniki są z lat 70tych.
    Ot i typowa Polska mizeria. Wszyscy wiedzą, że jest fatalnie, ale są tacy, którzy do upadłego systemu będą bronić w obawie o posadki, pensje itp.

  • Gość: [Mefit] *.poczta-polska.pl

    "Hmm. 99 procent kandydatów nie spełniało oczekiwań? To o czym to może świadczyć?
    a) kandydaci są do d**y
    b) szkoły sa do d**y
    c) oczekiwania są od czapy
    e) dział HR jest do d**y gdyż nie przygotował rekrutacji w taki sposób by nie musiał przebijać się przez 99 aplikacji by trafić na jedna wartościową.

    Lepiej nie plujcie na swoją 'matkę' - wszyscy jesteście produktem tego systemu edukacji - włączając "specjalistów" w firmach, którzy przeprowadzają rekrutację, a bardzo często leczą przy tym swój własny poziom niskiej samooceny poprzez udowadnianie, że 'dzisiejsza młodzież to przecież jest taka zidiociała...'

    Pozostawmy to bez komentarza..."

    Odpowiedź idealna ! nc

  • Gość: [rekrutujacy] *.ericpol.com

    Do studentów informatyki: nauczcie się podstaw, maszyny cyfrowe nadal działają w systemie 0/1, i możecie znać milion gotowych bibliotek do programowania, ale dopóki nie wiecie jak dodać, odjąć, podzielić, przesunąć liczby binarne - nie jesteście informatykami.

  • Gość: [KRYCHA] *.tktelekom.pl

    Absolwenci nie mają kompetencji bo uczelnie to folwarki profesorów. Studentom wciska się głupie przedmioty bo synuś musi mieć godziny i tak np fizykę kwantową na licencjacie z ped.opiekuńczej a na egzaminach zadaje pytania z kapelusza i ulewa się. WON ZE STARĄ KADRĄ RODEM Z PRL-u

  • Gość: [wdr] *.emea.ibm.com

    Studiowałem informatykę, pracuję ponad 10 lat w zawodzie i czytając ten tekst pomyślałem. Ci pracodawcy mają chore oczekiwania. Większość moich kolegów ze studiów świetnie sobie poradziła, oczywiście potrzebne było doświadczenie. I tu jest klucz, uczelnia ma dać teorię a praktykę wykuwa się latami. Sytuacja, w której absolwent jest pełnowartościowym pracownikiem to utopia. A pracodawcy powinni się nauczyć inwestować (szkolenia, starszy kolega(w korporacjach jest to :) mentor), który pomaga się rozkręcić) w pracowników a szczególnie absolwentów.

  • Gość: [kizo] *.cityconnect.pl

    Jeżeli chodzi o informatyków, to z mojej wiedzy jako przedsiębiorcy wynika tyle, że absolwenci przychodzą na rekrutację, podczas której okazuje się, że nie znają elementarnych pojęć, to z kolei objawia się tym, że jeśli już nawet mają jakieś praktyczne doświadczenie zdobyte na studiach ("projekty na zaliczenie") to jest bardzo płytkie - w efekcie tego okazuje się, że absolwenci nie rozumieją mechanizmów którymi się posługiwali w tych projektach.

    Na koniec rozmowy, podczas której na 80% pytań odpowiedzieli "nie/nie wiem/nie slyszalem" - non-szalancko przedstawiają swoje wymagania płacowe, a następnie serię pytań o: dodatkowe świadczenia i premie, prywatną opiekę medyczną, darmową siłownię i basen, no i oczywiście możliwości rozwoju, bo dla nich najważniejszy jest *tylko* ich rozwój.

    Nie wspomnę już o sytuacjach, gdzie nawet jak już pracodawca postanowi postawić na absolwenta i zatrudnić go (mimo wielu wątpliwości), zaoferować mu to o co prosił - to absolwent przychodzi na spotkanie, prosi o umowę "na wynos do domu" - którą będzie potem w stanie się posługiwać na następnych rozmowach kwalifikacyjnych jako kartą przetargową. W efekcie na 20 kandydatów, 3 ledwie spełnia minimalne kryteria, tylko 2 w ogóle przychodzi po umowę, 1 ją podpisuje.
    Jeden z kandydatów nawet bezczelnie zadzwonił na godzinę przed spotkaniem i spytał czy jest możliwość odbycia tego spotkania w innym miejscu (to samo miasto) "bo on wygodniej by mu było gdzieś na mieście bo jest właśnie w tych i tamtych okolicach."

    Pełną gębą podpisuję się również pod komentarzami w których mowa, że są niedouczeni, nie potrafią się komunikować (niektórzy nawet wysławiać!), a CV które wysyłają prosi o pomstę do nieba. Połowa z nich ma problem z j. angielskim - gdzie w IT to absolutne must have.


    Szkoda że tak wygląda rynek pracowników IT - niestety jest ich ciągle mało, więc robią co chcą. Co gorsze, rozpuszczają ich korporacje - dają im to czego chcą.

  • Gość: [GwiazdaAnn] *.rzeszow.vectranet.pl

    Mnie to nie dziwi. W celu zachowania równowagi w środowisku, dla odmiany coś o ... profesorze... :) Czyżby jabłka padły niedaleko od jabłoni ?

    Podsumowując: Niekompetencja to cecha polskich wykładowców.

    Profesor doktor kserowany
    www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1515686,1,calkiem-falszywy-profesor.read

    cdn.
    Dr kameleon
    Profesorem wyższej uczelni w Polsce może dziś zostać osoba bez dorobku naukowego, w dodatku legitymująca się kserokopiami fałszywych dokumentów. I egzaminy przed nią zdane są równie ważne jak przed prawdziwym profesorem! To ciąg dalszy opisywanej przez nas historii.

    www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1516586,1,calkiem-falszywy-profesor---ciag-dalszy.read

    Anna Wcisło

Dodaj komentarz

© Psychologia Sprzedaży
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci